polecamy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPIŻARNIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPIŻARNIA. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 października 2026

Czekośliwka z węgierek

Czekośliwka to takie powidła, które potrafią zjednać sobie nawet tych, którzy za zwykłymi powidłami śliwkowymi nie przepadają. Dojrzałe, pachnące węgierki smażymy powoli, aż zrobią się gęste i pełne smaku, a pod koniec dodajemy gorzką czekoladę i kakao. Powstaje aksamitny, czekoladowy przysmak, w którym śliwki nadal grają pierwsze skrzypce.

U nas czekośliwka pojawiła się trochę z przypadku. Dostałyśmy dużą ilość pięknych, dojrzałych węgierek i choć spiżarnia powoli zaczynała już pękać w szwach od jesiennych zapasów, szkoda było pozwolić, żeby takie śliwki się zmarnowały. Część poszła na ciasto, część na tradycyjne powidła, a z kolejnej porcji postanowiłyśmy zrobić coś dla naszych wnuków.

Bo wiadomo – zwykłe powidła mogą być dobre, ale jeśli do garnka dorzucimy trochę czekolady, to nagle zainteresowanie słoiczkiem robi się dużo większe.

I tak powstała nasza czekośliwka. Gęsta, ciemna, pachnąca śliwkami i czekoladą. Nie jest przesadnie słodka, bo zależało nam na tym, żeby nadal smakowała jak prawdziwe powidła ze śliwek, a nie jak czekoladowy krem. Gorzka czekolada i kakao pięknie podkreślają smak dojrzałych węgierek i nadają im głębi.

Składniki:

  • 4 kg dojrzałych węgierek
  • 1 szklanka cukru
  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady (200 g), najlepiej 70–84% kakao
  • 2 czubate łyżki kakao
  • ¼ szklanki wody
  • opcjonalnie 1 czubata łyżeczka cynamonu

Sposób przygotowania:

Śliwki dokładnie myjemy i osuszamy. Przekrawamy je na pół i wyjmujemy pestki. Nie trzeba ich obierać – skórka podczas długiego smażenia zmięknie i na koniec przetrzemy ją przez gęste sito.

Przygotowane śliwki przekładamy do dużego, szerokiego garnka z grubym dnem. Wlewamy około ¼ szklanki wody. Nie chodzi o to, żeby śliwki gotować, tylko żeby na początku nie przywarły do dna, zanim puszczą własny sok.

Cukru na tym etapie nie dodajemy.

Garnek stawiamy na małym ogniu. Powoli podgrzewamy śliwki, aż zaczną puszczać sok. Mieszamy i smażymy bez przykrycia, aby nadmiar wody mógł spokojnie odparować.

Powoli smażymy powidła

To właśnie ten etap decyduje o smaku czekośliwki, dlatego nie warto się spieszyć.

Śliwki smażymy na bardzo małym ogniu, od czasu do czasu mieszając. Kiedy masa zacznie gęstnieć, mieszamy częściej, szczególnie po dnie garnka.

Dojrzałe węgierki mają stosunkowo mało wody i świetnie nadają się na powidła. Jeśli jednak śliwki są bardziej soczyste, smażenie może potrwać nawet około 3 godzin.

Nie zwiększajmy ognia, żeby przyspieszyć pracy. Powidła lubią spokój i cierpliwość. Im wolniej odparowuje z nich woda, tym bardziej skoncentrowany i śliwkowy będzie ich smak.

Kiedy śliwki całkowicie się rozpadną, zdejmujemy garnek z ognia.

Jeżeli lubimy powidła z kawałeczkami owoców, możemy zostawić je w takiej postaci. My wolimy czekośliwkę gładką i aksamitną, dlatego przecieramy masę przez sito.

Możemy również użyć blendera i krótko zmiksować śliwki.

Nie martwimy się, jeśli na tym etapie masa wydaje się jeszcze trochę za rzadka. Po wystudzeniu i kolejnym smażeniu powidła jeszcze zgęstnieją.

Najlepiej pozostawić je do całkowitego wystudzenia, a nawet do następnego dnia.

Następnego dnia ponownie stawiamy powidła na małym ogniu.

Dodajemy cukier i dokładnie mieszamy. Smażymy około godziny, często mieszając, aż masa będzie naprawdę gęsta.

Ilość cukru możemy dostosować do słodyczy śliwek. Jeżeli mamy bardzo dojrzałe, słodkie węgierki, możemy użyć go nieco mniej. Pamiętajmy jednak, że później dodamy jeszcze gorzką czekoladę i kakao, które nadają czekośliwce wytrawniejszy smak.

Gęstość sprawdzamy na zimnym talerzyku. Nakładamy na niego odrobinę gorących powideł i zostawiamy na chwilę. Jeżeli masa nie rozpływa się po talerzyku, możemy przejść do następnego etapu.

Dodajemy kakao i czekoladę.

Czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki i dodajemy do gorącej masy. Mieszamy, aż całkowicie się rozpuści.

Czekośliwka powinna stać się jednolita, gładka i pięknie pachnieć czekoladą.

Jeżeli lubimy śliwki z cynamonem, możemy teraz dodać czubatą łyżeczkę cynamonu. My tym razem go nie dodawałyśmy, ponieważ nasze wnuki za nim nie przepadają. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby podzielić czekośliwkę na dwie części i do jednej dodać cynamon.

Gorącą czekośliwkę przekładamy do dokładnie umytych i wyparzonych słoiczków.

Napełniamy je, pozostawiając około 1 cm wolnego miejsca od góry. Brzegi słoiczków dokładnie wycieramy i zakręcamy wyparzonymi zakrętkami.

Dla pewności możemy słoiczki dodatkowo pasteryzować przez około 10 minut.

Po pasteryzacji wyjmujemy je z garnka i pozostawiamy do całkowitego wystudzenia.

Gotową czekośliwkę chowamy do spiżarni.

Nasze rady:

• Najlepsze są dojrzałe węgierki. Im bardziej dojrzałe i mięsiste śliwki, tym mniej wody mają w sobie i tym szybciej uzyskamy gęste, aromatyczne powidła.
• Cukier dodajemy dopiero podczas drugiego smażenia. Dzięki temu śliwki najpierw spokojnie odparują i nabiorą głębokiego smaku.
• Nie smażmy na dużym ogniu. Powidła mogą wtedy łatwo przywrzeć do dna i nabrać nieprzyjemnego, przypalonego smaku. Mały ogień i częste mieszanie to najlepsza metoda.
• Czekolada powinna być dobrej jakości. Najlepiej sprawdzi się gorzka czekolada z dużą zawartością kakao. Nie wybierajmy bardzo słodkiej – czekośliwka powinna przede wszystkim smakować śliwkami.
• Po wystudzeniu czekośliwka jeszcze zgęstnieje. Dlatego nie smażmy jej do przesady tylko po to, żeby w garnku była bardzo twarda. Po całkowitym wystudzeniu konsystencja będzie wyraźnie gęstsza.
 

wtorek, 6 października 2026

Powidła z węgierek – smażone przez 3 dni

Powidła z węgierek smażone trzy dni. Takie powidła robiły nasze babcie – bez pośpiechu, na małym ogniu, cierpliwie odparowując śliwki, aż zamieniały się w gęstą, ciemną i pachnącą masę.

Nie trzeba do nich dodawać żelfiksów ani innych zagęstników. Wystarczą dobre, dojrzałe węgierki, trochę cierpliwości i duży garnek. Trzydniowe smażenie sprawia, że powidła mają piękny, głęboki kolor i intensywny śliwkowy smak. Są doskonałe do chleba, naleśników, racuchów, ciasta drożdżowego czy świątecznego piernika.

Składniki:

  • 4 kg dojrzałych węgierek
  • szklanka cukru – opcjonalnie, według smaku

Sposób przygotowania:

Śliwki myjemy, dokładnie osuszamy i wyjmujemy pestki. Najlepiej wybierać bardzo dojrzałe, miękkie i słodkie węgierki – im bardziej dojrzałe owoce, tym mniej cukru będziemy potrzebować.

Przygotowane śliwki przekładamy do dużego, najlepiej szerokiego garnka z grubym dnem. Szeroki garnek jest bardzo ważny, ponieważ woda ze śliwek będzie szybciej odparowywać.

Dzień pierwszy

Śliwki stawiamy na małym ogniu i podgrzewamy, aż puszczą sok. Gotujemy bez przykrycia, od czasu do czasu delikatnie mieszając, aby owoce nie przywarły do dna.

Na początku śliwki będą bardzo soczyste i może się wydawać, że powideł jest zdecydowanie za dużo. To nic – podczas smażenia woda będzie stopniowo odparowywać.

Pierwszego dnia smażymy śliwki około 2–3 godzin, na bardzo małym ogniu. Nie musimy cały czas stać przy garnku, ale zaglądajmy do niego i mieszajmy co jakiś czas.

Po zakończeniu smażenia garnek zdejmujemy z ognia i pozostawiamy do całkowitego wystudzenia.

Dzień drugi

Następnego dnia ponownie stawiamy śliwki na małym ogniu. Podczas podgrzewania powidła będą coraz gęstsze i ciemniejsze.

Smażymy kolejne 2–3 godziny, często mieszając, szczególnie pod koniec smażenia, kiedy masa zaczyna gęstnieć i łatwiej może przywrzeć do dna.

W tym momencie możemy spróbować powideł. Jeśli śliwki są mało słodkie, dodajemy cukier – najlepiej stopniowo, po trochu. Możemy również dodać łyżkę soku z cytryny, który delikatnie podkreśli smak śliwek.

Po drugim smażeniu ponownie zostawiamy powidła do wystudzenia.

Dzień trzeci

Trzeciego dnia smażymy powidła już tak długo, jak potrzeba, aby osiągnęły odpowiednią gęstość – zwykle około 1–2 godzin.

Tym razem trzeba już częściej mieszać, ponieważ bardzo gęsta masa łatwo może przywrzeć do dna.

Gotowe powidła powinny być ciemne, gęste i lśniące. Po przeciągnięciu łyżką po dnie garnka masa powinna rozchodzić się powoli, a ślad po łyżce nie powinien od razu się zlewać.

Gorące powidła przekładamy do wyparzonych, suchych słoiczków. Zakręcamy czystymi, wyparzonymi zakrętkami i odstawiamy do wystudzenia.

Dla pewności możemy słoiczki dodatkowo pasteryzować przez około 10–15 minut.

Nasze rady:

  • Najlepsze są bardzo dojrzałe węgierki. Takie, które łatwo oddzielają się od pestki, przy ogonkach sa lekko pomarszczone i są już miękkie, dadzą najlepszy smak i kolor.
  • Nie warto przesadzać z cukrem. Dobre węgierki są naturalnie słodkie, a powidła podczas smażenia jeszcze zyskują na słodyczy.
  • Jeśli powidła są bardzo gęste już pod koniec drugiego dnia, trzeciego dnia wystarczy je tylko dobrze podgrzać i krótko dosmażyć.
  • Powidła z węgierek z czasem jeszcze lekko gęstnieją, dlatego nie trzeba doprowadzać ich w garnku do konsystencji zupełnie twardej masy.

Są takie smaki, które zaczynają się nie od przepisu, ale od jesiennego poranka, koszyka pełnego węgierek i dużego garnka, który przez kilka dni stoi na kuchni. Powidła ze śliwek smażone przez trzy dni to właśnie taki smak – cierpliwy, domowy i bardzo babciny.

Kiedyś w polskich domach, kiedy przychodziła jesień, zaczynało się wielkie smażenie węgierek. Zrywało się dojrzałe węgierki z sadu albo przynosiło z targu, pestki wyjmowało jedna po drugiej i śliwki lądowały w dużym garnku. Potem już tylko mały ogień, drewniana łyżka i czas. Bez pośpiechu, bez żelfiksów i bez wymyślania. Babcia wiedziała, że dobre powidła potrzebują przede wszystkim cierpliwości.

Garnek pyrkał sobie cicho przez kilka godzin, śliwki puszczały sok, a po kuchni roznosił się ten charakterystyczny, słodki zapach smażonych węgierek. Wieczorem garnek odstawiało się na noc, a następnego dnia wszystko zaczynało się od nowa. Trzeciego dnia powidła były już ciemne, gęste i tak śliwkowe, że wystarczyła łyżeczka, aby przypomnieć sobie smak dzieciństwa.

Tak właśnie robimy nasze powidła – z czterech kilogramów dojrzałych węgierek, smażonych spokojnie przez trzy dni. Nie dodajemy dużo cukru, bo dobrze dojrzała śliwka sama ma w sobie tyle słodyczy, ile potrzeba. A kiedy zimą otworzymy słoiczek, najlepiej smakuje kromka świeżego chleba posmarowana grubą warstwą powideł. I wtedy naprawdę czuć, że to jest domowa spiżarnia, jesień i kuchnia naszych babć.


 

piątek, 2 października 2026

Syrop z pigwowca – domowy, na zimę


 Jesienią, kiedy na krzaczkach pigwowca pojawiają się małe, żółte i pięknie pachnące owoce, warto zamknąć trochę tego aromatu w słoiczkach. Pigwowiec jest kwaśny i twardy, ale właśnie z niego wychodzi wspaniały, pachnący syrop – taki, jaki dawniej przygotowywało się w domu na zimowe miesiące.

U nas robimy go bardzo prosto – oczyszczone owoce zasypujemy cukrem i zostawiamy na kilka dni, żeby puściły jak najwięcej soku. Potem wszystko krótko zagotowujemy i gorący syrop przelewamy do wyparzonych słoiczków.

Taki domowy syrop świetnie smakuje dodany do herbaty zamiast cytryny. Możemy też rozcieńczyć go wodą i zrobić z niego pachnący napój. W zimie szczególnie miło wyjąć ze spiżarni taki mały słoiczek, który przypomina o jesiennych zbiorach i domowych przetworach.

Składniki:

  • około 2 kg owoców pigwowca
  • 1 kg cukru

Sposób wykonania:

Pigwowce dokładnie myjemy i osuszamy. Przekrawamy je na pół lub na ćwiartki i usuwamy gniazda nasienne oraz pestki. Oczyszczone owoce ważymy – powinno ich zostać około 1 kg.

Owoce kroimy w cienkie plasterki lub niewielkie kawałki. Im drobniej je pokroimy, tym łatwiej puszczą sok.

Przekładamy pigwowca do miski lub słoja i zasypujemy cukrem. Dokładnie mieszamy, przykrywamy i odstawiamy w chłodne miejsce na 2–3 dni. W tym czasie owoce puszczą sok, a cukier zacznie się rozpuszczać. Od czasu do czasu całość mieszamy.


Kiedy powstanie już sporo soku, przekładamy owoce wraz z syropem do garnka. Podgrzewamy i doprowadzamy do zagotowania. Gotujemy krótko, tylko tyle, aby syrop był dobrze gorący. Owoce odcedzamy.




Gorący syrop przelewamy do wyparzonych, najlepiej niewielkich słoiczków. Od razu zakręcamy wyparzonymi zakrętkami i odstawiamy do wystygnięcia. Możemy ewentualnie dla pewności pasteryzować je 10 minut.



Syrop z pigwowca – domowy, na zimę gotowy!

Nasze rady:

• Pigwowiec jest bardzo twardy, dlatego do krojenia najlepiej użyć porządnego, ostrego noża. Nie trzeba go obierać ze skórki – wystarczy dokładnie usunąć pestki i gniazda nasienne.

• Nie gotujemy syropu długo. Wystarczy go zagotować i od razu rozlać do słoiczków.

• Syrop przechowujemy w chłodnym, ciemnym miejscu. Po otwarciu słoiczek najlepiej trzymać w lodówce.

Najbardziej lubimy taki syrop zimą – łyżeczka do kubka gorącej herbaty i od razu robi się ciepło i przyjemnie.

wtorek, 29 września 2026

Cukinia na zimę – świetna sałatka do obiadu

Późnym latem i wczesną jesienią, kiedy na działkach cukinia rośnie jedna za drugą, zawsze dobrze mieć pod ręką jakiś sprawdzony przepis na jej zagospodarowanie. Tę sałatkę dostałyśmy od naszej koleżanki działkowiczki i od razu trafiła do naszego zeszytu z przepisami.

To taka zwyczajna, domowa sałatka, jaką robiło się dawniej – bez wielkich ceregieli, z warzyw z ogródka i kilku przypraw, które zawsze znalazły się w kuchennej szafce. Cukinia, papryka, cebula, trochę czosnku, gorczycy i odrobina curry. Wszystko razem musi tylko swoje odstać, żeby warzywa puściły sok i nabrały smaku.

Potem wystarczy przełożyć sałatkę do słoiczków i schować do spiżarni. Zimą będzie jak znalazł do obiadu – do kotleta, pieczeni czy zwykłej kiełbaski. Dobra jest też na kromkę chleba z wędliną

Lubimy takie przepisy najbardziej. Niewyszukane, sprawdzone i przekazywane z rąk do rąk. A ten od naszej działkowej koleżanki zdecydowanie warto zachować na kolejne sezony.

Składniki:

  • 3 cukinie – około 700 g
  • 2 papryki – czerwona i zielona
  • 1 duża cebula
  • 2 gałązki naci selera
  • 1 duży ząbek czosnku

Przyprawy i zalewa:

  • 1/3 szklanki cukru
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1/2 łyżeczki curry
  • 1/2 łyżeczki soli niejodowanej
  • 100 ml octu spirytusowego
  • 2 łyżeczki gorczycy

Sposób wykonania:

Przygotowujemy 4 wyparzone słoiczki po dżemie.

Cukinie myjemy i kroimy w cienkie plasterki. Jeśli mamy większe cukinie z działki, możemy je wcześniej przekroić wzdłuż i usunąć miękki środek z pestkami.

Paprykę oczyszczamy z gniazd nasiennych i kroimy w cienkie paseczki. Cebulę obieramy i kroimy w półkrążki. Liście selera beż gałązki dajemy całe do sałatki, a czosnek bardzo drobno kroimy lub przeciskamy przez praskę.

Wszystkie warzywa przekładamy do dużej miski.

Dodajemy cukier, kurkumę, curry, sól, ocet oraz gorczycę. Całość dokładnie mieszamy, najlepiej dużą łyżką lub rękami, aby przyprawy równomiernie pokryły wszystkie warzywa.

Miskę przykrywamy i odstawiamy na 5–6 godzin w chłodne miejsce. W tym czasie warzywa puszczą sporo własnego soku. Od czasu do czasu warto sałatkę przemieszać, żeby cukinia i papryka równomiernie się zamarynowały.

Po tym czasie sałatkę przekładamy do przygotowanych słoiczków. Warzywa lekko dociskamy, ale nie ugniatamy ich zbyt mocno. Rozlewamy do słoiczków również cały sok, który powstał podczas macerowania. Powinien pokryć warzywa.

Słoiczki dokładnie wycieramy przy gwincie i mocno zakręcamy.

Pasteryzujemy przez 10 minut, licząc czas od momentu zagotowania wody. Po pasteryzacji ostrożnie wyjmujemy słoiczki, ustawiamy do góry dnem na ściereczce i pozostawiamy do całkowitego wystudzenia.

Gotową sałatkę przechowujemy w chłodnym, ciemnym miejscu.

Nasze rady:

1. Do tej sałatki najlepiej wybierać małą, młodą, jędrną cukinię. Będzie bardziej chrupiąca i ładniej zachowa kształt w słoiczku. Jeśli mamy duże cukinie, koniecznie usuwamy miękki środek z pestkami.

2. Nie wylewamy soku, który warzywa puszczą podczas odpoczynku. To właśnie on jest naturalną zalewą sałatki i razem z octem, cukrem oraz przyprawami nadaje jej charakterystyczny, słodko-kwaśny smak.

 

Sok z ciemnych winogron


 Sok z ciemnych winogron to jeden z tych domowych przetworów, które najbardziej przypominają nam późne lato na działce. Kiedy winogrona dojrzewają na krzaczkach, aż żal zostawić je na gałązkach. Zrywamy więc dojrzałe, ciemne grona i robimy z nich prosty, domowy sok – bez żadnych wymyślnych dodatków, tak jak dawniej robiło się w domu.

Taki sok ma piękny, głęboki kolor, przyjemny owocowy smak i delikatną cierpkość charakterystyczną dla ciemnych winogron. Ilość cukru możemy oczywiście dopasować do słodyczy owoców. Nasze winogrona są z działki, dlatego nie zawsze smakują tak samo – jednego roku są słodsze, innego bardziej kwaśne. I właśnie dlatego najlepiej sok spróbować pod koniec gotowania i wtedy zdecydować, czy potrzebuje jeszcze odrobiny cukru.

Po przelaniu do słoików i zapasteryzowaniu możemy schować go do spiżarni. Zimą wystarczy otworzyć słoiczek, a od razu przypomina się późne lato, działka i pełne kiście winogron.

Składniki:

  • 2,5 kg ciemnych winogron
  • 1 kg cukru
  • woda – tyle, aby przykryła winogrona i wystawała nad nimi niewielką warstwą
  • 7–8 słoików o pojemności 0,5 l

Sposób wykonania:

Winogrona obrywamy z gałązek, dokładnie przebieramy i myjemy. Odrzucamy owoce uszkodzone lub nadpsute.


Przekładamy winogrona do dużego garnka o pojemności około 5–6 litrów. Zalewamy wodą tak, aby owoce były przykryte, a woda wystawała nad nimi tylko trochę.

Garnek stawiamy na ogniu i doprowadzamy całość do zagotowania. Kiedy winogrona zaczną się gotować, dodajemy około 1/2 kg cukru i delikatnie mieszamy.

Podczas gotowania na powierzchni może pojawić się piana – zbieramy ją łyżką. Gotujemy winogrona na niewielkim ogniu 15-20 minut, aż dobrze zmiękną i puszczą sok.

Gotowy sok próbujemy. Jeśli winogrona są bardzo dojrzałe i słodkie, może się okazać, że pół kilograma cukru w zupełności wystarczy. Jeśli sok jest zbyt kwaśny, stopniowo dodajemy pozostały cukier, mieszając, aż uzyskamy smak, jaki lubimy.

Gorący sok przecedzamy przez gęste sito, dokładnie odciskając owoce. Jeśli chcemy uzyskać bardziej klarowny sok, możemy przecedzić go jeszcze raz przez czystą gazę.

Gorący sok przelewamy do dokładnie umytych i wyparzonych słoików. Napełniamy je, pozostawiając około 1 cm wolnego miejsca od góry. Brzegi słoików wycieramy do sucha i mocno zakręcamy.

Słoiki wstawiamy do garnka wyłożonego ściereczką. Zalewamy wodą do około 3/4 wysokości słoików i pasteryzujemy przez 10 minut od momentu zagotowania wody.

Po pasteryzacji ostrożnie wyjmujemy słoiki i odstawiamy do wystygnięcia. Sprawdzamy, czy zakrętki są wklęsłe i dobrze zassały. Zimne słoiczki przenosimy do spiżarni.

Sok z ciemnych winogron gotowy!

Nasze rady:

• Cukier dodajemy według smaku. Wszystko zależy od odmiany i dojrzałości winogron. Niektóre są bardzo słodkie, inne mają więcej kwasowości, dlatego nie warto wsypywać od razu całej ilości cukru.

• Sok możemy zrobić bardziej lub mniej intensywny. Jeśli po przecedzeniu wydaje nam się zbyt mocny, możemy dolać odrobinę przegotowanej wody i ponownie zagotować.

• Nie wyrzucamy od razu owoców po przecedzeniu. Możemy je jeszcze dokładnie przetrzeć przez sito i wykorzystać do przygotowania domowego musu, galaretki albo dodatku do deseru.

Taki sok najbardziej smakuje nam zimą – lekko schłodzony albo rozcieńczony wodą. Otwieramy słoiczek ze spiżarni i mamy trochę lata zamkniętego w butelce.



piątek, 18 września 2026

Buraczki na zimę – wiórki

Buraczki w słoiczkach to jeden z naszych ulubionych domowych przetworów. Przygotowujemy je bardzo prosto – gotujemy buraki, ścieramy na tarce, doprawiamy i zamykamy w słoiczkach. Zimą wystarczy otworzyć jeden z nich, aby mieć gotowy dodatek do obiadu.

Takie buraczki świetnie pasują do kotletów, pieczeni, dań z ziemniakami czy kaszą. Są delikatne, lekko słodko-kwaśne i smakują dokładnie tak, jak pamiętamy z domowej kuchni. Można je użyć jako bazę do barszczu czerwonego lub ukraińskiego albo dodać do nich rozmaite warzywa, np. ogórki kiszone, cebulę, żurawinę suszoną i zrobić pyszną sałatkę.

Składniki:

  • 2,3 kg buraków opolskich
  • 1 czubata łyżka cukru
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 3 łyżki octu spirytusowego
  • 4 łyżki oleju rzepakowego
  • 4 słoiczki po 0,5 l

Sposób przygotowania:

Buraki dokładnie myjemy i bez obierania, gotujemy w dużym garnku do miękkości. U nas trwało to około godziny, licząc od momentu zagotowania wody. Czas gotowania zależy oczywiście od wielkości buraków, dlatego najlepiej sprawdzić je patyczkiem do szaszłyków lub cienkim nożem.

Ugotowane buraki odcedzamy i zalewamy zimną wodą. Kiedy przestygną, obieramy je ze skórek. Przy dobrze ugotowanych burakach skórka praktycznie sama odchodzi pod naciskiem ręki.

Buraki ścieramy na tarce o dużych oczkach i przekładamy do dużej miski. Dodajemy cukier, sól, ocet. Wszystko dokładnie mieszamy i odstawiamy na 15–20 minut, aby buraczki „przegryzły się” z przyprawami.

Po tym czasie próbujemy i w razie potrzeby doprawiamy do smaku.

Buraczki przekładamy do wyparzonych słoiczków, dokładnie ubijając je łyżką, aby nie pozostawić dużych pęcherzyków powietrza. Na wierzch każdego słoiczka wlewamy po łyżce oleju.

Słoiczki wycieramy z ewentualnych zabrudzeń, dokładnie zakręcamy i pasteryzujemy przez około 10 minut.

Po pasteryzacji wyjmujemy słoiczki i pozostawiamy do całkowitego wystudzenia.

Buraczki na zimę – wiórki gotowe!

Nasze rady:

  • Do przygotowania wybieramy buraki opolskie. Lubimy je za intensywny, głęboki kolor, delikatny miąższ i wyrazisty, słodkawy smak. Dobrze się gotują, a po ugotowaniu łatwo obierają i ścierają na tarce. Buraczki są soczyste, ale nie wodniste, dlatego doskonale nadają się na domowe przetwory.
  • Najlepiej wybierać buraki podobnej wielkości – ugotują się wtedy równomiernie.
  • Buraki gotujemy w łupinach, dzięki czemu zachowują więcej smaku i nie tracą go do wody.
  • Ilość cukru i octu możemy delikatnie dostosować do słodyczy buraków i własnego smaku.
  • Podczas napełniania słoiczków buraczki dobrze ubijamy. Dzięki temu zajmą mniej miejsca i w słoiczku będzie mniej powietrza.

 

środa, 16 września 2026

Sos pomidorowo-paprykowy ostry na zimę


 Sos pomidorowo-paprykowy na zimę to jedna z tych pozycji, które naprawdę warto mieć w domowej spiżarni. Przygotowujemy go z dojrzałych pomidorów, słodkiej czerwonej papryki, odrobiny chilli oraz aromatycznych ziół. Po długim duszeniu i redukowaniu otrzymujemy gęsty, intensywnie pomidorowy sos, który świetnie sprawdza się jako baza do wielu dań.

Wykorzystujemy go do gulaszy, makaronów, zup, sosów do mięsa, a także jako dodatek do dań jednogarnkowych. Jest bardzo uniwersalny, a jego smak możemy łatwo zmieniać, dodając ulubione zioła. My najbardziej lubimy wersję z lubczykiem, który nadaje sosowi charakterystycznego, domowego aromatu.

Przygotowanie wymaga trochę czasu, ponieważ sos najpierw długo wysmażamy, a później jeszcze redukujemy, ale naprawdę warto się na to zdecydować. Im lepiej odparujemy nadmiar wody, tym sos będzie gęstszy i bardziej skoncentrowany w smaku.

Składniki:

  • 2 kg pomidorów Lima
  • 3 duże czerwone papryki
  • 2 papryczki chilli
  • 2 duże cebule
  • 4 duże ząbki czosnku
  • 1/2 dużego pęczka natki pietruszki
  • 2 łyżki mrożonego lubczyku
  • sól i cukier do smaku
  • 1 łyżka octu – opcjonalnie

Sposób przygotowania:

Pomidory kroimy w cząstki i przekładamy na dużą, głęboką patelnię o średnicy około 28 cm lub do dużego, szerokiego rondla. Wlewamy 1/2 szklanki wody i zaczynamy powoli wysmażać pomidory.

Paprykę pozbawiamy gniazd nasiennych oraz białych części, kroimy w cząstki i stopniowo dodajemy do pomidorów. Papryczki chilli drobno siekamy i dodajemy razem z pestkami. Jeśli chcemy, aby sos był mniej pikantny, możemy usunąć część pestek.

Następnie dodajemy cebulę pokrojoną w kostkę oraz obrany i drobniej posiekany czosnek. Na koniec wsypujemy posiekaną natkę pietruszki i lubczyk. Lubczyk możemy zastąpić innymi ulubionymi ziołami, na przykład oregano lub kolendrą.

Całość dusimy na niewielkim ogniu, aż wszystkie warzywa dobrze się rozpadną. Zajmuje nam to około godziny. W czasie duszenia od czasu do czasu mieszamy zawartość patelni.

Gotową masę przekładamy do wysokiego garnka i dokładnie blendujemy na gładki sos. Następnie przecieramy go przez gęste sito, aby pozbyć się skórek i pestek.

Przetarty sos ponownie przekładamy na patelnię lub do szerokiego rondla i dusimy bez przykrycia, aby odparować nadmiar wody. Sos powinien być naprawdę gęsty. U nas redukcja trwa około 1,5 godziny. W tym czasie często mieszamy sos, najlepiej drewnianą łyżką, aby nie przywarł do dna.

Pod koniec doprawiamy solą i cukrem do smaku. Przy tej ilości warzyw użyłyśmy około 2 płaskich łyżeczek soli, 1 czubatej łyżki cukru oraz 1 łyżki octu. Ocet możemy pominąć, jeśli odpowiada nam smak sosu bez jego dodatku.

Gorący sos przekładamy do wyparzonych, czystych słoiczków i dokładnie zakręcamy. Pasteryzujemy przez około 10 minut.

Po wystudzeniu sprawdzamy, czy wszystkie słoiczki są dobrze zamknięte. Przechowujemy je w chłodnym i ciemnym miejscu.

Sos pomidorowo-paprykowy na zimę gotowy! 

Teraz wystarczy sięgnąć po słoiczek, kiedy będziemy potrzebować szybkiej i aromatycznej bazy do obiadu.

Nasze rady:

  • Najlepsze będą pomidory Lima – są mięsiste i mają stosunkowo mało wody, dzięki czemu sos łatwiej zagęścić.
  • Możemy użyć różnych ziół i dopasować ich ilość do własnego smaku. Oprócz lubczyku dobrze sprawdzą się oregano, bazylia czy kolendra.
  • Sos powinien być gęsty. Nie skracajmy czasu redukcji, ponieważ właśnie wtedy nabiera intensywnego smaku i odpowiedniej konsystencji.
  • Całe wysmażanie warzyw trwa około 1 godziny, natomiast późniejsza redukcja sosu około 1,5 godziny.
  • Podczas redukowania sos często mieszamy drewnianą łyżką, szczególnie pod koniec, kiedy jest już bardzo gęsty i łatwiej może przywierać do dna.
  • Ilość soli, cukru i octu możemy oczywiście dostosować do smaku oraz słodyczy pomidorów i papryki.

Gruszki w syropie na zimę

Gruszki w syropie są delikatne, pachnące i lekko słodkie, a kilka goździków dodaje im przyjemnego, korzennego aromatu. Tak przygotowane gruszki możemy wykorzystać zimą do deserów, ciast, kompotów albo po prostu podać jako słodki dodatek do obiadu.

Do tego przepisu najlepiej wybieramy gruszki niezbyt duże i jędrne. My przygotowujemy je z odmiany Konferencja – dobrze zachowują kształt i po pasteryzacji nie rozpadają się.

Składniki:

  • 12 niedużych, jędrnych gruszek Konferencja
  • około 1 l wody
  • 400 g cukru
  • 4–6 goździków
  • 2 słoiki o pojemności 1 l

Sposób przygotowania:

Gruszki przebieramy, wybieramy owoce zdrowe, jędrne i bez obić. Dokładnie je myjemy. Obieramy ze skórki, przekrawamy na pół i usuwamy gniazda nasienne. Jeśli gruszki są bardzo małe, możemy pozostawić je w całości i tylko usunąć ogonki.

Przygotowane gruszki wkładamy do czystych, wyparzonych słoików. Nie układamy ich zbyt ciasno, ponieważ podczas pasteryzacji powinien mieć do nich dostęp gorący syrop.

Wodę zagotowujemy z cukrem i goździkami. Gotujemy przez kilka minut, aż cukier całkowicie się rozpuści, a syrop nabierze delikatnego aromatu goździków.

Gorącym syropem zalewamy gruszki w słoikach, pozostawiając około 1–2 cm wolnego miejsca od brzegu. Goździki możemy rozłożyć po jednym lub dwóch do każdego słoika. Brzegi słoików dokładnie wycieramy i zakręcamy wyparzonymi zakrętkami.

Słoiki ustawiamy w garnku wyłożonym ściereczką. Wlewamy ciepłą wodę do około 3/4 wysokości słoików. Doprowadzamy wodę do zagotowania i pasteryzujemy około 20 minut.

Po pasteryzacji ostrożnie wyjmujemy słoiki z garnka, ustawiamy na ściereczce i pozostawiamy do całkowitego wystudzenia. Następnie sprawdzamy, czy zakrętki są dobrze zassane.

Gruszki przechowujemy w chłodnym, ciemnym i suchym miejscu.

Gruszki w syropie na zimę gotowe!

Nasze rady:

  • Wybierajmy gruszki jędrne, najlepiej lekko niedojrzałe. Zbyt miękkie owoce mogą rozpaść się podczas pasteryzacji.
  • Jeśli gruszki po obraniu nie trafiają od razu do słoików, możemy skropić je odrobiną soku z cytryny, aby nie ciemniały.
  • Ilość cukru możemy dostosować do własnego smaku. Przy słodkich, dojrzałych gruszkach wystarczy około 300 g cukru, a przy mniej słodkich możemy użyć go nieco więcej.
  • Goździków nie dodajemy zbyt dużo – ich aromat jest intensywny i kilka sztuk w zupełności wystarczy.
  • Jeśli chcemy, aby gruszki zachowały jasny kolor, nie gotujmy ich wcześniej. Pasteryzowanie bezpośrednio w słoikach pozwala im również zachować ładny kształt.
  • Po otwarciu słoika gruszki możemy podać z lodami, bitą śmietaną, budyniem albo wykorzystać do domowego ciasta.


 

wtorek, 15 września 2026

Sok z mirabelek


 Z mirabelek przygotowujemy prosty, domowy sok, taki jak robiło się dawniej – bez zbędnych dodatków, za to z odrobiną cukru i kilkoma goździkami dla aromatu. Zamykamy go w słoikach i odkładamy do spiżarni, aby zimą móc sięgnąć po smak lata. Taki sok świetnie smakuje zarówno sam, jak i rozcieńczony wodą. A otwieranie kolejnego słoika w chłodny dzień zawsze przypomina nam, jak piękne były letnie miesiące.

Składniki:

  • 5 kg dojrzałych mirabelek
  • 1,5–2 kg cukru
  • 10 goździków
  • woda
  • 8 słoików o pojemności 0,9 l

Sposób wykonania:

Mirabelki przebieramy, usuwamy owoce uszkodzone i dokładnie je myjemy. Odkładamy kilkanaście najładniejszych śliwek – wykorzystamy je później do oznaczenia słoików.

Umyte mirabelki przekładamy do dwóch dużych garnków. Zalewamy je wodą tak, aby sięgała nieco ponad owoce. Doprowadzamy do wrzenia.


Do każdego garnka wkładamy po 5 goździków i wsypujemy po około 500 g cukru. Gotujemy mirabelki na niewielkim ogniu, aż owoce całkowicie się rozpadną, a sok nabierze intensywnego smaku i koloru.


W czasie gotowania próbujemy sok i w razie potrzeby dosładzamy go według własnego smaku. Ilość cukru możemy więc dostosować do słodyczy mirabelek – jeśli owoce są bardzo kwaśne, cukru potrzebujemy nieco więcej.

Gorący sok ostrożnie i delikatnie przecedzamy przez gęste sitko, aby pozbyć się pestek i resztek owoców. Goździki wyjmujemy.

Przecedzonym, gorącym sokiem napełniamy wcześniej umyte i wyparzone słoiki. Zostawiamy niewielką ilość wolnego miejsca pod zakrętką. Do każdego słoika wkładamy po 3 odłożone wcześniej mirabelki. Dzięki temu łatwo rozpoznamy nasz sok wśród innych przetworów w spiżarni.

Słoiki dokładnie zakręcamy i pasteryzujemy przez około 10 minut. Następnie wyjmujemy je z garnka i pozostawiamy do wystudzenia. Sprawdzamy, czy wszystkie zakrętki są dobrze zassane, a następnie przenosimy słoiki w chłodne i ciemne miejsce.

Sok z mirabelek gotowy!

Nasze rady:

Ilość cukru dostosujmy do owoców. Mirabelki bywają bardzo różne – jedne są słodkie, inne mocno kwaśne, dlatego najlepiej próbować soku podczas gotowania.
Nie wyrzucajmy od razu ugotowanych mirabelek. Jeśli lubimy, możemy przetrzeć je przez sito i wykorzystać do przygotowania domowych powideł, musu albo jako dodatek do ciasta.